9 lipca 2014

Wakacyjnie tarasowo

Kwestia mojej nowej pracy rozciąga się w czasie, co wywołuje u mnie niepokój lekki i tak naprawdę odbiera chęć do robienia czegokolwiek. Nasłuchuję dzwonka telefonu, pocztę sprawdzam co godzina i ogólnie nie wiem, co z sobą począć. Kiedyś relaksowała mnie harówka w ogrodzie, dzisiaj upał taki, że mogłabym co najwyżej dostać zawału, więc siedzę cicho w domu, a obok mnie na fotelu stosy niepoprasowanej bielizny, na podłodze koty z baranami, szafki kuchenne czekają na posprzątanie, hortensje więdną w ciszy (dobrze, że burzowo) - jednym słowem napięcie narasta. Do tego wszystkiego nie mogę zaplanować żadnego wyjazdu - nie wiem, kiedy miałabym zacząć nową pracę - czekam więc, czekam, czekam na jakiekolwiek rozstrzygnięcie. Może być i tak, ze prestiż mojego męża wśród kolegów wzrośnie niewyobrażalnie, bo będzie miał niepracującą żonę na utrzymaniu, a ja w dokumentach będę pisać "przy mężu" albo podpisywać się jako Pawłowa T. Siedzę więc jak w więzieniu, na tarasie....czytam coś, piekę coś...gotuję coś...


Końcówka truskawek, niestety

Kwiaty tarasowe rosną jak oszalałe








W oczekiwaniu nieustającym pozdrawiam ciepło

9 czerwca 2014

Smaki i zapachy czerwca

To chyba ostatni moment, kiedy świat jest jeszcze tak intensywnie zielony. W następnych miesiącach róże zaczną przekwitać, zieleń zrudzieje, a upał przetrwać będzie można jedynie w piwnicy.  Tegoroczne truskawki mają niesamowity zapach i smak, wkładam je do słoików, ale znacznie częściej - do buzi, potrafię za jednym zamachem zjeść dwa kilogramy ( z ukochaną, niezdrową, tłustą śmietaną i cukrem), co znacząco wpływa na dwa czynniki: moją figurę i poziom szczęścia - oba rosną. 



Czujecie ten zapach? 


Róże zaatakowała czarna plamistość, widać spryskałam za późno...muszę wyzbierać i spalić wszystkie zarażone liście.





Przede mną nie lada wyzwanie - zmiana pracy. Mam nadzieję, że lada moment wszystko się wyjaśni, bo stres mam niemały. Mój dotychczasowy pracodawca stabilnie chyli się ku upadkowi, chociaż chyba jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę  - to powód pierwszy tej zmiany. Drugi - czuję się wypalona i najwyraźniej potrzeba mi nowego bodźca, nowych zadań, może nawet odmiennych od dotychczasowych. Trzeci - marzy mi się stabilność  i  pewność, że moje dokonania zawodowe przełożą się na realną ocenę pracy i ta ocena nie będzie zależeć od tego, ile czasu spędzam w gabinecie przełożonego na plotach bądź w galeriach handlowych na zakupach z szefem.

Pozdrawiam ciepło

2 czerwca 2014

O tempora o mores

Zawsze kiedy tracę wiarę w ludzi (co zdarza się raz na jakiś czas), sięgam do "Miłości w czasach zarazy" - a ponieważ świat jaki jest, każdy widzi, znam tę książkę prawie na pamięć do tego stopnia, że wiem, co za chwilę jaka postać powie i mówię sobie cichutko razem z nią. Uwielbiam niespieszną narrację Marqueza i język tej powieści, liryczny, plastyczny, piękny po prostu. Zawsze podczas lektury odczuwam zazdrość - przecież też znam te wszystkie słowa, ale na myśl mi nie przyszło - i nie przyjdzie, że można je tak połączyć. Historia tej miłości wiecznej, pełnej pasji i namiętności powoduje, że po lekturze przez kilka dni mówię trochę dziwnym językiem, a w domu spoglądają na mnie jak na kosmitę. Jako że mam wykształcenie humanistyczne, przez wiele lat mordowałam się, czytając tę książkę zupełnie spapraną przez nieudolną korektę - przecinki w przedziwnych miejscach, stawiane chyba na wyczucie, w zupełnej sprzeczności z regułami - dziw, że taką niedoróbkę wydało szanujące się wydawnictwo. Od kilku dni mam inne wydanie i rozkoszuję się płynnym, sensownym rytmem tekstu, czysta przyjemność, przez słowa się płynie, nie trzeba się przedzierać przez poszczególne zdania jak przez kolczaste krzaki. Ale nie o tym chciałam....
Przez dwa dni przebywali w naszym domu panowie wymieniający okna - w ubiegłym roku wymieniliśmy część, w tym roku resztę, jedno w tzw. salonie, gdzie stoją regały z książkami. Zaintrygowana szczerym śmiechem najmłodszego z fachowców, zajrzałam, ciekawa, co go tak rozbawiło. Okazało się, że śmiał się do rozpuku z  tytułu książki, którą znalazł na półce, ale nie potrafił powiedzieć, gdzie i o jaki tytuł chodzi. Próbowałam zlokalizować wspomniane tomiszcze chociażby po grubości albo kolorze okładki, ale gdzie tam...pan nie pamiętał nic a nic. Wyznał szczerze, że książki to go nudzą, a ostatnią przeczytał w ostatniej klasie gimnazjum - czyli już jakiś czas temu. Zaintrygowana ugorem w czystej postaci, zaczęłam wypytywać o tzw. uczestnictwo  w życiu kulturalnym miasta i przeżyłam wstrząs połączony z załamaniem nerwowym, bo okazało się, że chłopak na oko dwudziestokilkuletni ani razu w swoim życiu nie był w muzeum, nigdy nie odwiedził filharmonii, do kina chodzi na tzw. rąbankę typu "zabili go i uciekł", nigdy nie należał do żadnej biblioteki....nic...nic...zero. Świetny koncert Dawida Podsiadło - bezpłatny - zapamiętał, bo nawalił się wtedy "jak kot" (cytat). Zapytany o rozrywki po pracy, wymienił piwo z kolegami i pójście do klubu z dziewczyną. Z dumą wyznał, że partnerka ma głowę mocniejszą niż on i nieraz go do domu holowała.
Z tej ciekawej rozmowy wynika dla mnie jeden morał - nie nadążam za światem, nie rozumiem go i dobrze mi z tym. Nie będę się dostosowywać, wolę zostać w domu i poczytać przy pachnących peoniach.




Pozdrawiam ciepło
Ach, ten tytuł to "Listy z Rabarbaru" Redlińskiego - skomentowane jako telegram z kapusty, haha






13 maja 2014

Zapach


Zofia Szydzik
Konwalie

W leśnej głuszy
gdzie driad królestwo
o boskości wiosny dają świadectwo
skromnością formy
zapachu finezją
zrywanie w bukietów graniczy
z herezją

mam ochotę zgrzeszyć
zerwać kilka gron
mały bukiecik przybrany tiulem mgły
z kroplami rosy
o zapachu, jak dziecięce
sny

zanurzam nos
między dzwoneczki, jak z saskiej porcelany
drobne perły
z leśnej polany
jak łzy radości
pocałunki skromne
z miłości nieśmiałej
co po szkole
pod domem u płotu
stała z opuszczoną ku ziemi
twarzyczką białą

to woń wiosny
młodości i niemej
tęsknoty.








29 kwietnia 2014

Wiosenna bujność traw

Tylko wiosną ogród jest tak intensywnie zielony i pachnący.










Intensywnie zielone paprocie i bukszpan




Drzewa jak panny młode, całe w kwiatach





Zatyrana ogrodowo pozdrawiam ciepło

9 kwietnia 2014

Wiosennie, burzowo i pracowicie

Jako że pogoda piękna ( nie pamiętam tak ciepłej wczesnej wiosny) ruszyłam w teren. Po zimie ogród przedstawia się jak obraz nędzy i rozpaczy, już wywiozłam 10 worków śmiecia wszelakiego, a zrobiona dopiero połowa.Od kiedy nastały cieplejsze dni, nie mogę doczekać się końca pracy, pędem wracam do domu i rzucam się natychmiast na front ogrodowy. Posadziłam begonie i stokrotki, do donic wsadziłam bratki, ale generalnie jeszcze łyso, drzewa dopiero zaczynają kwitnąć. Na domiar złego mam nawał obowiązków zawodowych i trudno pogodzić jedno z drugim, a nawet trzecim, bo jak zwykle głupio dałam się wmanewrować w zapraszanie gości na święta. 
Wczorajsza pierwsza wiosenna burza - była bardzo potrzebna, bo w ogrodzie sucho niemiłosiernie.




Dzisiaj dla odmiany jest tak zimno, że nie sposób pracować w ogrodzie, wczoraj 21 stopni, dziś 7. Rodzina mówi na mnie już tyranogrodozaur, bo każdą wolną chwilę poświęcam na kopanie w ziemi. 

Nagroda wczorajsza: piękna, podwójna tęcza



Od kilku dni mam codziennie takiego gościa - trochę bezceremonialny


Kiedy odszedł Pan Kot, nadal wsypywałam karmę do miseczek w nadziei, że może odszedł na trochę...
Okazało się, że rychło znalazł się amator na jedzenie - kolejny bezpański i zabiedzony. Na razie się poznajemy...
Pozdrawiam ciepło

Polinne

16 marca 2014

Pan Kot Bezogonek

Nie będzie już zdjęć Kota :(
odszedł do kociego nieba, gdzie zawsze miseczka pełna i łąki tylko do zabawy, gdzie można się bez końca wygrzewać w promieniach słońca
Pozdrawiam 

6 stycznia 2014

Prozdrowotnie

Początek roku to dla mnie czas przeglądu --- nie samochodu, a siebie. Staję się wtedy namolnym pacjentem, żądającym skierowania na badania różne, w tym podstawowe - mammografię, cytologię, badania krwi i moczu, usg brzucha, RTG klatki piersiowej, badania w kierunku obecności krwi utajonej itd. Wcześniej nie przykładałam do tego takiej wagi, ale ponieważ jestem w wieku lekko pogwarancyjnym, badam się regularnie raz do roku. Trafiło mi do przekonania usłyszane gdzieś zdanie, że bardziej dbamy o stan techniczny swoich pojazdów niż o siebie, bo z samochodem regularnie jeździmy na przeglądy, a swoje podstawowe badania wykonujemy wtedy, kiedy nam coś dolega. Głęboko wierzę w to, że wcześnie wykryte choróbsko łatwiej i szybciej można wyleczyć niż schorzenie mocno zaawansowane. Dlatego, kiedy otwieram kartki nowego kalendarza, pierwsze, co wpisuję, to wizyty kontrolne na ten rok. Zachęcam do tego, niewiele kosztuje czasu i pieniędzy, a zapewnia spokój i pozwala się skupić na tym, co zaplanowaliśmy.


U nas wczesna wiosna albo późna jesień, mam nadzieję, że jak najdłużej...
Pozdrawiamy z Panem Kotem Wiosennym