Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

1 października 2013

Łapki nieustannie zajęte

po pierwsze kocykiem dla Martyny
po drugie fugowaniem tarrasu
po trzecie kapą na łóżko - robię ją z ogromną przyjemnością, nakupiłam kordonka jak głupi w torbę i dziergam w wolnych chwilach, których malutko, oj, malutko, bo i praca mnie zawala zawodowa...






W dodatku ból w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, pokochał mnie miłością pierwszą i odejść nie chce. Rozmaite koncepcje i diagnozy lekarskie tylko mnie dobijają, a i wątroba od znieczulaczy puchnie i robi się ogólnie niemiła. Rezonans magnetyczny mam wyznaczony...UWAGA na 6 lutego roku pańskiego 2014 - godzina 15.40...
Do tego czasu z bólu zwariuję albo co innego zrobię...
Nic - tylko szydełko, najlepszy czasoumilacz - pozwala  mi zachować spokój wewnętrzny i na obliczu.



Pozdrawiam ciepło


22 września 2013

Fiolety czyli kocyk nr 2 i kobea

Odkąd przestałam malować włosy i całkowicie ścięłam farbę, w mojej garderobie zaczęły dominować kolory dotąd prawie nieobecne - fiolety, wrzosy, seledynowe zielenie, biel, szarość. Wyrzuciłam czerń - szron na głowie wystarczy... 
Coraz bardziej podobają mi się pastele, wrzosowe rozbielone, gołębie, delikatne niebieskości, róże i pudry. W takich też kolorach robię kolejny kocyk, tym razem akrylowy - dla Martyny, która w swoim pokoiku ma ściany szaro - białe.












Moim ogrodowym odkryciem tego roku jest kobea, naprawdę niezwykła roślina - jednoroczna, ale niesłychanie "rozwojowa". Nieopatrznie posadziłam ją niedaleko winorośli - najpierw wspięła się na kratki, potem na winogrona, a teraz dekoruje balustradę tarasu - dobre 6-7 metrów.

Niemalże z dnia na dzień można obserwować, jak się wspina i rozrasta, wąsy, którymi się przytrzymuje podłoża, wiją się i kręcą wszędzie, wystarczy, że gdzieś się zahaczą.

Ostatnio pojawiły się kwiaty:




W przyszłym roku na pewno ją posadzę na tarasie pod drabiną - niech sobie oplata :)

Pozdrawiam ciepło

10 września 2013

Szydełkowe szaleństwo Almayera

W poprzednim poście wspominałam o projekcie, który snuje mi się po głowie od pewnego czasu, a porwanie się na rzeczony świadczy niechybnie o tym, że postradałam rozum :). Otóż, rozzuchwalona  dziełem kocykowym, postanowiłam rzucić się na głęboką szydełkową wodę. Jakiś czas temu w "Wenie" zobaczyłam narzutę cudną, ale gdzież mi tam było do dziergana słupków, półsłupków i innych takich...Gdy zawiozłam kocyk, postanowiłam wziąć narzutowego byka za rogi - kupiłam kordonek kremowy i jazda na koń, łupy w juki...
Wieczór na debiut wybrałam sobie bardzo ciekawy, bo odbywał się mecz naszych Orłów z Czarnogórą. Zaopatrzona w szydełko, cieniutką niteczkę kordonka, silne okulary - zasiadłam ze schematem w fotelu, by zacząć wiekopomne dzieło. Krzyki dzikie każdy wznosił z innego powodu - panowie wpatrzeni w telewizor komentowali plątaninę rąk i nóg naszych dzielnych piłkarzy, ja natomiast wydawałam dźwięki świadczące o tym, że idzie mi niespecjalnie i wyrażałam się na K i P ("Kurczę pieczone"). 
Ale zaczęłam :)





A oto cel tych działań:







Biorąc pod uwagę, ile czasu zajęło mi wyszydełkowanie pierwszego kwadratu, powinnam skończyć całość podczas meczu finałowego przyszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii. Dodam, że łóżko w naszej sypialni ma 200*220.

A pierwszy kwadrat - super, nawet wzór widać :) Może pójdę jak burza?

Pozdrawiam ciepło

8 września 2013

Szydełkowy kocyk

już pojechał do swojej właścicielki, wiem, że otula się nim w czasie wrześniowych spacerów. Pochwalę się nieskromnie, że sporo osób zaczepia dziewczyny na ulicy pytając, gdzie kupiły taki pastelowy, dziewczęcy kocyk. Marysia nic nie mówi, bo ma dopiero cztery tygodnie, ale jej mama wyjaśnia, że babcia zrobiła. Puchnę z dumy :)))

Oto kocyk w całej okazałości przed wyjazdem:










Kocyk wykończyłam dwoma rzędami białego i jednym rzędem różowego

A snuje mi się taki projekt... że chyba zwariowałam

21 sierpnia 2013

Kocyk dla Marysi

powoli się kończy. Jestem na etapie zszywania kwadratów i całych prostokątów - fantastyczna praca. O ile pledzik w kawałkach nie robił takiego wrażenia, to teraz zaczyna naprawdę przypominać cudo znane mi dotychczas z blogów szydełkujących pań. Na jutro zostawię wciąganie nitek i wykończenie. Ponieważ jestem mocno początkująca, kwadraty połączyłam najprościej - półsłupkami, ale widziałam, że można inaczej, piękniej i wymyślniej - na pewno spróbuję :), bo robótki szydełkowe wciągają bardzo.






Na tarasie Meksyk na całego.
Dzisiaj obróbki blacharskie i warstwa izolacyjna, jutro wylewki, pojutrze rynny... Remonty zawsze były moim żywiołem, a tym razem jestem zmęczona, być może dlatego, że trafiliśmy chyba na niezbyt  kompetentną ekipę. Panowie zasięgają naszej opinii w różnych kwestiach technicznych ( nie dotyczy to bynajmniej sposobu ułożenia gresu), pytają np, czy warstwa izolacyjna ma być nad czy pod wylewką ... siedzę więc w internecie na różnych forach i dokształcam się gwałtownie. Mam tylko nadzieję, że nie będzie konsekwencji w postaci przeciekającego tarasu :((( To pierwsza taka wpadka, jeśli chodzi o fachowców, wszystkich poprzednich mogłam polecać w ciemno.

Uff...
Pozdrawiam ciepło

5 sierpnia 2013

Lawendowo

suszą się pęczki lawendy w sypialni. Zapach taki, że wszystkie mole i komary uciekły, gdzie lawenda nie rośnie. Powkładałam woreczki z suszem do szafy, pachnie świeżością i ...mydłem lawendowym. Delikatny fiolet zawsze był moim ulubionym, zastanawiam się, dlaczego tak mało rzeczy mam w tym kolorze??? :)







Nie mogę oderwać się od kwadratów babuni, nie śpię po nocach, nie sprzątam, nie prasuję...a przybywa ich powolutku. Podziwiam dziewczyny, które śmigają szydełkiem, oglądając film. Na Alledrogo ceny narzut zaczynają się od 200 -300 zł, jeśli odliczyć koszt włóczki, a policzyć czas poświęcony na szydełkowanie, wychodzi wartość ujemna. Jedna z haftujących blogowiczek wyliczyła kiedyś realny koszt wyhaftowanego przez siebie obrazu - mulina, kanwa, czas - i wyszło jej, że gdyby chciała sprzedać to arcydzieło, musiałaby zażądać ponad 1000 zł, podczas gdy ceny takich cudeniek to zazwyczaj 100 - 200 zł. To znaczy, że sama miłość do robótek wystarczy? A jeśli ktoś chciałby się z tego utrzymać i do tego legalnie, tj. zapłacić wszystkie zusy, krusy, srusy, podatki, vaty, sraty? 
Niewykonalne...
Dlaczego u nas rękodzieło nie jest w cenie? Dlaczego zakochane w swoich pasjach dziewczyny nie mogą z nich godnie żyć? Wielkim smutkiem napełniła mnie swego czasu refleksja Zuzi Górskiej, która szyje przepiękne torby, że mimo że towar schodzi jak świeże bułeczki, to każdego 15, 20 i 25 kuli się ze strachu, czy będzie mogła zapłacić swoje zobowiązania, czy wystarczy jej na pensje, czy zostanie coś dla niej?

Za granicą rękodzieło ceni się bardzo wysoko - moja  przyjaciółka z pasją oddaje się haftowi artystycznemu, haftuje sztandary, ornaty, obrazy, ceruje zabytkowe ubrania i nie martwi się o nic. Tam każdy rozumie, ile czasu i starania poświęciła na wykonanie unikatowego dzieła i docenia to finansowo. Nikt nie oczekuje, że owoc swojej pracy odda za półdarmo, za to jest przeszczęśliwy, że ma takie cudo w domu. A u nas?





Wiem, że społeczeństwo biedne...ale mam też wrażenie, że nie ma u nas szacunku dla pracy...i tyle...
a Wy co sądzicie?
Pozdrawiam ciepło

2 sierpnia 2013

Zakochałam się miłością pierwszą

w babcinych kwadratach. Od dawna marzyłam o pięknym pledzie z kwadracików, poduszce chociaż, ale brakowało mi odwagi...na blogach szydełkujące dziewczyny robią takie cuda, a ja szydełko miałam w ręku po raz ostatni na zajęciach ZPT (starsze blogowiczki wiedzą, o co chodzi) w piątej klasie szkoły podstawowej :) Podziwiałam więc zazdrostki, koronki, szale, chusty, ale przede wszystkim pastelowe pledy, wzdychając cichutko...Aż do przedwczoraj...kupowałam kanwę w swojej ulubionej pasmanterii, gdy nagle spojrzałam na półkę z wełenkami...a tam obniżka cen pięknych, bawełnianych, pastelowych włóczek. Wzięłam głęboki oddech ...i poprosiłam o 3 motki, dobrałam szydełko...do domu wracałam na czerwonych światłach, tak nie mogłam się doczekać chwili, gdy rozpakuję te cudności.



Wiadomo, internet źródło podstawowe - i powiem szczerze, można się zniechęcić :( Niby jest mnóstwo kursów, w tym filmy, ale dla absolutnie początkujących trudno coś znaleźć. Trafiłam jednak tu i wszystko stało się prawie jasne :) Wzór i tak rozrysowałam sobie sama, naprułam się jak głupia, ale gdy skończyłam pierwszy kwadrat, miałam uczucie, że zdobyłam swój Mont Everest :)
Przy drugim zaczęłam łapać, co i jak i nawet za często nie patrzyłam w schemat, przy trzecim robiłam prawie automatycznie - wszystko okazało się proste i tylko palec wskazujący lewej ręki boli jak diabli :)





Pewnie dziewczyny, które szydełkują od dawna, ogarnie pusty śmiech na widok moich "osiągnięć", ale ja jestem dumna jak paw :)
Ten mini pledzik robi się dla mojego drugiego wnuczęcia, które lada moment przyjdzie na świat :))
Pozdrawiam ciepło