Wiosna rzuca się na mnie zewsząd. Na ryneczku zieleniejące żytko, sprzedawane za grosze - kupiłam, włożę w środek miniaturowe pisanki.
Soczysta, optymistyczna zieleń; jest coś wzruszającego w pnących się ku górze roślinnych maluchach, symbolizujących odradzające się życie
Weszłam do kwiaciarni - rzuciła się na mnie słodka trzykrotka - musiałam zabrać ją do domu. Czy ktoś wie, jak ją pielęgnować?
Pojechałam do marketu po zakupy - spożywcze:)) zakochałam się w serwetkowych tulipankach
W koszu na przecenione książki ktoś porzucił samotny kubeczek, który mówił "weź mnie do domu"
Pod koniec mojej zakupowej wędrówki - wyszperany wazonik na pojedyncze kwiatki; już widzę w nim goździki, frezje, tulipanki, szafirki, róże....
I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?
Pozdrawiam wiosennie i niezmiennie ciepło, Polinne


