5 września 2011

stara skrzynka na listy

Piszę listy i uwielbiam je otrzymywać; nie smsy, maile, tylko listy pisane na pięknej papeterii, odręcznie, piórem. Lubię zapach papieru i atramentu. Niedzisiejsze, wiem...W dobie Internetu i telefonów komórkowych kto dziś pisze listy? Ano ja, z tym, że coraz mniej osób ma czas odpisać... Trudno, takie czasy. Jakiś czas temu popełniłam starą skrzyneczkę na listy - prosty decoupage, jedna z pierwszych moich prac.

Trzymam w niej listy napisane przed laty, przewiązane wstążeczką.

Wykonanie jeszcze takie sobie, teraz szlifuję i lakieruję kilkanaście razy :)



Skrzyneczka stoi na okiennym parapecie, chciałabym do niej włożyć kolejny list..
Pozdrawiam ciepło, dzisiaj piękny dzień, chyba ostatni tak ciepły tego lata.

3 września 2011

najprostszy i najlepszy sernik

Lubię serniki i lubię je piec. Zapach pieczonego ciasta roznosi się wtedy po całym domu; pachnie wanilią i spokojem, nie mówiąc już o aromacie świeżo parzonej kawy, która paruje obok talerzyka z sernikiem. Po całym dniu pracy siadamy wieczorem do stołu i oglądając jakiś film, delektujemy się smakiem domowego ciasta. Bardzo lubię te momenty, nikt się wtedy nie spieszy, mamy czas na spokojny odpoczynek. Ten przepis jest w mojej rodzinie od dawna, piekłam ten sernik jeszcze w rodzinnym domu. Ma same zalety - jest prosty, szybki w przygotowaniu, zawsze się udaje i jest po prostu dobry;  i jedną wadę - nie można poprzestać na jednym kawałku. Nie ma spodu z ciasta kruchego lub pokruszonych ciasteczek z topionym masłem, masę po prostu wylewa się na wysmarowaną masłem i wysypaną tartą bułką tortownicę i piecze. Piekłam wiele serników z bloga Doroty i wszystkie były dobre, ale do tego zawsze wracam z ogromnym sentymentem.
Składniki:
1 kg mielonego sera (kupuję wiaderkowe - Piątnica lub Włoszczowa)
3/4 szklanki cukru pudru
200 gram masła
8 jajek
łyżka mąki ziemniaczanej
masło i bułka do wysypania tortownicy
ulubiony aromat lub ekstrakt waniliowy (odrobina)
jeśli ktoś lubi - skórka pomarańczowa, rodzynki, bakalie - obsypane mąką (rodzynki uprzednio sparzone, namoczone i odsączone), by nie opadły na spód
Wykonanie:
Mikserem utrzeć na puch żółtka z cukrem pudrem, dodać kawałeczki masła, ubić na gładką masę ( ja to robię w makutrze).
Na masę wsypać przesianą mąkę ziemniaczaną, wlać aromat (1/2) flakonika, dodać ubite na sztywno białka i wymieszać delikatnie drewnianą, długą łyżką. Przelać do wysmarowanej masłem i wysypanej tartą bułką tortownicy (moja 24 cm).
Piec przez godzinę w temp. 170 stopni, wkładać do nagrzanego piekarnika. Sernik urośnie, ale potem delikatnie opadnie. Gdyby się za bardzo spiekł, można przykryć folią aluminiową. Zostawić do wystudzenia, nie wyjmować z piekarnika. Dla estetów - niestety, często pęka, czasem również wygląda tak, jakby ktoś na nim usiadł.
Można po zupełnym wystudzeniu posypać cukrem pudrem lub oblać polewą czekoladową. My najbardziej lubimy saute. Pycha
 Smacznego :)

30 sierpnia 2011

O sprzątaniu po malowaniu...

uwielbiam sprzątać po malowaniu :) to prawda - najwspanialszy moment to ten, w którym upaprane jak nieboskie stworzenie pomieszczenie odsłania swoje odmienione oblicze. Oczywiście, wybieranie kolorów, farby, planowanie dodatków ma swój niepowtarzalny urok, ale dla mnie najważniejsze jest czyszczenie, skrobanie kafli, podłogi, wygładzanie i dopieszczanie ściereczką. Wtedy dopiero widać, jak z zapyziałego pokoju robi się królewski apartament. Najpiękniejszy moment to ten, w którym wszystko jest na wysoki błysk, pachnie świeżością i środkami czyszczącymi, a jeszcze przed wniesieniem pierwszego mebla, ustawieniem pierwszej ozdoby. Po co to piszę? Pomalowaliśmy łazienkę, uprzednio położywszy gładź - robiliśmy to wszystko we własnym zakresie, bo to, co czasem proponują "fachowcy", woła o pomstę do nieba, o kosztach nie wspominając. Poza tym mój M. i ja lubimy takie zabawy - zrobione własnoręcznie, chociaż niedoskonałe, ma swoją niewymierną wartość. Dzisiaj nadszedł mój moment - czyli sprzątanie po malowaniu, 100% szczęśliwości. Zastanawiam się, czy to nie zboczenie...
 Pozdrawiam ciepło
Zapomniałam napisać, że przy desce do prasowania mogę stać godzinami - uwielbiam prasować :)

22 sierpnia 2011

Judyta z głową Holofernesa Gustawa Klimta











Moja pierwsza większa praca...Uwielbiam wyszywać, chociaż dopiero zaczynam. Ten wzór zaczerpnęłam z "Haftów polskich", bo lubię malarstwo Klimta. Judyta jest zmysłowa, świadoma własnej kobiecości i mocy. Półprzymknięte oczy, tajemniczy, triumfujący uśmiech, rozchylona szata...Wyhaftowanie tego niewielkiego obrazka zajęło mi trochę czasu, bo obowiązki domowe i zawodowe czekać nie chcą. Wyszywałam muliną DMC, którą bardzo lubię. Teraz mam w tzw. trakcie obraz Alfonsa Muchy, czyli znów klimaty modernistyczne. Niebawem doniosę, jak postępy, na razie marnie. Czy ktoś ma sprawdzony sposób na oprawę prac z haftem krzyżykowym? Będę zobowiązana bardzo, pozdrawiam ciepło.

19 sierpnia 2011

o kotku bezogonku

Mój kot bezogonek
W pełnej krasie (tzn. niechcący ucięłam mu kawałek głowy)
kot nie kupuje whiskas - za to przynosi nam na taras myszy i nornice, domagając się aplauzu dla swoich myśliwskich wyczynów.
Historia kota bez ogona: dwa lata temu podczas strasznych upałów znalazłam na górnym tarasie zdychające zwierzę, kota, który nie miał już siły wstać. Przyniosłam mu na spodku wody, wypił, ale zaraz potem uciekł na rosnące obok drzewo. Następnego dnia znów leżał na tarasie, na dźwięk otwieranych drzwi zwiał na gałąź, patrzył tylko, jak stawiam kolejny spodek z piciem. Ponieważ raz w tygodniu kupowałam karmę dla psa, poprosiłam o trochę kociego żarcia i wieczorem postawiłam miseczkę na tarasie - rano była pusta. I tak całe lato - dziki kot po przejściach, zwiewający na najmniejszy szelest, jadł i pił, kiedy nikogo nie było w pobliżu, a my mogliśmy mu się przypatrywać z daleka. Pewnego dnia pojawił się na dolnym tarasie - sukces! - ale na wszelkie próby zbliżenia się do niego reagował paniką. Grzecznie zjadał, po czym nawiązywał znajomość z bardzo daleka. Nie było mowy o tym, żeby wszedł do domu albo dał się pogłaskać. Przyszła jesień, potem zima, a kot przychodził codziennie jak do stołówki pracowniczej z abonamentem. Przyznam, że zaczęłam mu kupować lepszą karmę, czasami saszetki z mięsem, trochę witamin i smakołyków, dorobił się też sporej kolekcji kolorowych miseczek, ale posłanie przeznaczone dla niego cały czas stało puste. Pies reagował na niego zdziwieniem, bo kot przyjął najlepszą z możliwych taktyk, na jego widok po prostu zamierał i Ajax głupiał - kot, a nie ucieka...Zimą zasypało taras solidnie, a o wizytach kota świadczyły tylko ślady na śniegu. Nie wiedząc, gdzie nocuje, zostawialiśmy uchylone okna w szopie i piwnicy, zanieśliśmy tam jakieś stare koce i ręczniki. Przyszły mrozy. Któregoś dnia kot pojawił się jak zwykle na śniadanie, otworzyłam tarasowe drzwi, by wsypać karmę   i stał się cud - kot wszedł do domu, na nogach ugiętych ze strachu i z brzuchem przy ziemi. Został na całą zimę. Okazało się, że potrafi korzystać z kuwety, śpi na kanapie albo na fotelu (początkowo uciekał, gdy ktoś wchodził, teraz nawet nie podnosi głowy), przytył i ogólnie ma się dobrze. Nadal nie pozwalał się jednak do siebie zbliżyć, a z wiosną ruszył w teren, wracając jednak codziennie na jedzenie. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy przyszedł do mnie sam i zaczął się ocierać o moją nogę, a potem dał się delikatnie pogłaskać.
Stan obecny: rozpuszczony jak dziadowski bicz:), domownik z tendencją do ciągłego znikania, gdy jest ciepło; nie ma imienia - mówimy na niego Kot albo Mruczuś Pospolity.
Pozdrawiam ciepło

17 sierpnia 2011

sierpień...mój ulubiony miesiąc


pyszne, najlepsze prosto z krzaka





barwy sierpniowego ogrodu



mimozami jesień się zaczyna...
Pozdrawiam ciepło




15 sierpnia 2011

sezon na śliwki

genialne ciasto ze śliwkami, które jest jedną wielką kruszonką
 odkąd odkryłam bloga Doroty tu klik, jestem jego stałym gościem. Świetne, sprawdzone przepisy, wypieki, które zawsze się udają. To ciasto nie jest wyjątkiem - banalnie proste w przygotowaniu, szybkie - jedyny minus jest taki, ze z pokrojeniem trzeba czekać do wystygnięcia, chociaż moi domownicy jedzą czasem ciepłe, wyżerając łyżką :). Smak krajanki nieziemski, maślano - śliwkowy, idealny dla wielbicieli megakruszonki.

Składniki: 200 g mąki, 175 g płatków owsianych zwykłych, 175 g masła, 110 g brązowego cukru (daję Demerarę, a jak nie mam, to biały), 3 łyżki pestek dyni, 3 łyzki pestek słonecznika, 3 łyżki sezamu (tu czasem sypnie mi się więcej), 2 łyżki płynnego miodu (dawałam scukrzony i nic), śliwki (najlepsze węgierki)

Z mąki, płatków i miękkiego masła zrobić kruszonkę, rozgnieść w palcach. Dodać resztę składników, wymieszać, wyłożyć 2/3 na małą formę (20*20) wyłożoną papierem do pieczenia, na to położyć wypestkowane i pokrojone na kawałki śliwki, posypać resztą kruszonki. Gdy kruszonka jest za mokra, dodać odrobinę mąki (ja obsypuję dłonie i to wystarcza). Piec 50 - 55 minut w temperaturze 160 stopni - wstawiać do nagrzanego piekarnika.
Wystudzone resztki trzymam w lodówce, ale rzadko zachodzi taka potrzeba...

12 sierpnia 2011

konfitury z wiśni

domowe muszą być, jak w "Wojnie domowej", kilo na kilo, to jest kilogram cukru na kilogram wydrylowanych i odsączonych wiśni. Niezwykły zapach i smak rekompensują konieczność mycia siebie i kuchni po drylowaniu owoców (ja używam zwykłej agrafki, drylownice nie wytrzymują zbyt długo); naprawdę polecam - smażenie konfitur to zajęcie odstresowujące, a przy tym pożyteczne, bo w zimie będzie jak znalazł, a i zachwyty zapewnione...Niezawodny przepis, mało czasochłonny (pomijając usuwanie pestek).

Składniki: kilogram cukru, kilogram wiśni, 1/4 szklanki wrzątku, łyżeczka soku z cytryny (można pominąć, ja dodaję dla smaku). 

Wsypujemy do płaskiego, sporego garnka cukier, zalewamy wrzącą wodą - nie dodawać więcej niż w przepisie, ewentualnie można podlać sokiem wyciekającym z wiśni i pestek - i wstawiamy na malutki ogień, gotujemy syrop; gdy cukier się rozpuści, wsypujemy wiśnie i gotujemy bez przykrycia 20 - 30 min. od zagotowania, zbierając (ja to robię cedzakową łyżką) pianę z owoców. Po tym czasie wyłączamy, studzimy, nie przykrywając w tym czasie garnka. Gotowanie powtarzamy następnego dnia (20 - 30 min) i następnego...Po trzech dniach wiśnie powinny być szkliste, dodajemy sok z cytryny, zagotowujemy i pakujemy do wyparzonych słoików, wlewając na wierzch 1/2 łyżeczki spirytusu (o ile mamy w domu). Ja nie mam, więc gorące słoiki odwracam do góry dnem i zostawiam do wystygnięcia. Wieczka powinny być wklęsłe...mój niezawodny przepis od Macieja Kuronia, uwielbiałam jego sposób gotowania i mówienia o jedzeniu. Do dzisiaj wiele potraw na święta i na co dzień gotuję według jego receptur. Pozdrawiam ciepło:)